Create Account - Sign In
Browse - New Book - My Books - Sell - Groups - $19 ISBNs - Upload / Convert - Help - follow us!   



DORADCA Z MELBOURNE

Zastrzelenie tygrysa wywołało wśród załogi duże poruszenie. Przecież tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności obyło się bez tragicznych następstw. Gdyby ktoś

mniej od Smugi doświadczony w obcowaniu z dzikimi zwierzętami znalazł się

nieoczekiwanie sam na sam z uwolnionym tygrysem, najprawdopodobniej nie uniknąłby śmierci. Wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że zabicie bestii było jedynym wyjściem z sytuacji. Spisano szczegółowy protokół zajścia; zwierzęta przed załadowaniem na statek w Colombo zostały ubezpieczone od wypadku i należało poczynić starania o pokrycie poniesionej straty.

Tomek stał się bohaterem. Kapitan Mac Dougal osobiście powinszował mu celności strzału. Wilmowski był szczęśliwy i dumny z syna. Nie ulegało przecież wątpliwości, że Tomek uratował życie swoje i Smugi. Oczywiście wśród słów uznania dla chłopca, nie brakło i pochwał dla bosmana Nowickiego, który ćwiczył go w strzelaniu. Dla upamiętnienia wspólnej niebezpiecznej przygody Smuga ofiarował Tomkowi upominek. Wręczył mu nowy rewolwer bębenkowy, systemu Colta, wraz z futerałem, pasem i nabojami.

Tymczasem statek zbliżał się do kontynentu australijskiego. Celem podróży był Port Augusta, leżący w głębi zatoki Spencera, w południowej części Australii. W porcie tym łowcy mieli spotkać się z zoologiem Karolem Bentleyem, zarządcą ogrodu zoologicznego w Melbourne. Stosownie do umowy z Hagenbeckiem miał on towarzyszyć wyprawie w głąb lądu w charakterze doradcy.

Tomek niecierpliwie oczekiwał dnia wylądowania w Australii. Ciekaw był ujrzeć ten tajemniczy najmniejszy i najpóźniej odkryty kontynent na kuli ziemskiej23. Doskonale pamiętał, z często przeglądanych atlasów geograficznych, prawie owalny kształt australijskiego lądu o słabo rozczłonkowanej linii wybrzeża oraz najdłuższą na ziemi - Wielką Rafę Koralową, zamykającą na przestrzeni dwóch tysięcy kilometrów dostęp do północno-wschodniego brzegu. W czasie podróży wertował uważnie szczegółową mapę

23Powierzchnia Australii wynosi 7,7 milionów km2, co równa się 4/ powierzchni Europy. 5

72

Australii; wtedy dziwił się nieraz, ile to w niej znajduje się pustyń: Wielka Pustynia Piaszczysta, Pustynia Gibsona, Wielka Pustynia Wiktorii24... - odczytywał i w wyobraźni widział bezkresne obszary pokryte piachem bądź też inne części lądu porośnięte nieprzebytą gęstwiną poplątanych z sobą karłowatych akacji i eukaliptusów, tworzących tak zwany „scrub" lub też porosłe bujnie krzewiącą się, ostrą jak nóż trawą, „spinifex". Nieliczne najlepiej nadające się do zamieszkania dla człowieka tereny, okalał od wschodu długi łańcuch gór25, a od zachodu budzące grozę pustkowia. Wprawdzie ojciec tłumaczył Tomkowi, iż europejscy osadnicy potrafili doskonale zadomowić się w na pozór niegościnnym kraju, lecz mimo to chłopiec zdawał się teraz lepiej rozumieć, dlaczego właśnie Australię najpierw wyznaczono na miejsce zesłań angielskich skazańców. Tomek już znał w ogólnych zarysach historię piątego kontynentu. Holendrzy odkryli go dopiero w XVII wieku. Właściwy jednak okres wielkich badań w Australii rozpoczęli Anglicy. Dotrzeć bowiem do jej wschodniego wybrzeża udało się, jako pierwszemu,

Jamesowi Cookowi26, który w 1770 roku odkrył Zatokę Botany27 w pobliżu .dzisiejszego Sydney. W osiemnaście lat później kapitan Phillip28 przybył tam z pierwszym transportem więźniów i założył angielską kolonię karną. Australia nie cieszyła się przez dłuższy czas zbyt dobrą opinią. Już sam ten fakt napawał Tomka pewnym niepokojem, a teraz przypomniał mu o konieczności zetknięcia się z krajowcami podczas łowów. Polowanie miało przecież odbywać się na terenach jeszcze nie skolonizowanych. Tomek dotychczas znał rdzennych Australijczyków jedynie z fotografii w książkach. Nie wyglądali oni na nich przyjaźnie. Byli to zawsze półnadzy, ciemnobrunatni mężczyźni o silnie spłaszczonych nozdrzach, szerokich ustach i bujnym, wełnistym, czarnym uwłosieniu. Ciała ich pokrywały blizny po tatuażu i wymalowane białe pasy, w rękach dzierżyli dzidy 24Pustynie te znajdują się w zachodniej części kontynentu.

25 Góry Australijskie, zwane również Kordylierami Australijskimi, ciągną się nieprzerwanym łukiem wzdłuż

wschodnich wybrzeży Australii. Wśród płaskich stoliw na południu wyróżniają się Góry Błękitne i Alpy Australijskie z najwyższym szczytem kontynentu: Górą Kościuszki.

26 James Cook (czytaj Dżems Kuk) - angielski żeglarz, jedna z najwybitniejszych postaci w historii odkryć

geograficznych.

27 Botany Bay (czytaj Boteny Bej) - Botaniczna Zatoka.

28 Artur Phillip (czytaj Fylyp).

73

bądź bumerangi. Szczególnie to ostatnie nie było zbyt zachęcające. Czyż nie mówiono powszechnie, że krajowcy australijscy należą do najbardziej dzikich i prymitywnych ludów świata?

„Ho, ho! Oni na pewno nie lubią białych ludzi - rozmyślał Tomek. - Cookowi nie udało się

nawiązać z nimi kontaktu. Nie przyjęli nawet ofiarowanych im przez niego świecidełek, barwnego płótna i żywności! Czyż to nie Cook orzekł wtedy: niewątpliwie jedynym ich życzeniem było, abyśmy się czym prędzej wynieśli z ich ziemi".

„Nawet nie dziwię się tym krajowcom! - monologował Tomek. - Któż mógłby życzyć sobie zawojowania własnego kraju przez najeźdźców?"

Tak rozumując, miał coraz więcej wątpliwości, w jaki sposób zostaną przyjęci przez tubylców. Skorzystał z pierwszej nadarzającej się ku temu okazji, by porozmawiać na ten temat z ojcem i Smugą.

- Mam pewne obawy, czy australijscy krajowcy zechcą nam pomagać w łowach - zagadnął. - Przecież oni prawdopodobnie nigdy nawet nie słyszeli o panu Hagenbecku, dla którego wyruszyliśmy na tę wyprawę po dzikie zwierzęta.

- Jestem tak samo pewny jak ty, że krajowcy australijscy nie znają Hagenbecka - odpowiedział Smuga - skoro jednak zaproponujemy im należyte wynagrodzenie, powinni zgodzić się na udział w polowaniu.

- Więc my ich po prostu wynajmiemy do pomocy w łowach? - zdumiał się Tomek.

- Tak właśnie mamy zamiar postąpić - wyjaśnił Smuga. - Niewątpliwie będzie to mniej kosztowne niż przewożenie odpowiedniej liczby ludzi z Europy. Podczas wszystkich naszych wypraw korzystamy z usług ludności miejscowej.

- Ciekaw jestem, czy Australijczycy dobrze odnoszą się do białych ludzi? - pytał Tomek, pragnąc do reszty rozwiać swe obawy.

- Nigdy nie słyszałem, aby prowadzili jakiekolwiek poważniejsze walki z osadnikami - wtrącił Wilmowski. - Australijczycy są na ogół łagodni i bardzo gościnni, chociaż mieliby dość powodów do znienawidzenia kolonizatorów.

- A to dlaczego? - zdziwił się Tomek.

- Należy pamiętać, że w pierwszych latach osadnictwa doznali wielu krzywd. Tępiono ich 74

bezlitośnie przy każdej okazji, racząc nawet zatrutą żywnością i wódką. Szczególnie okrutny los spotkał nieszczęsnych Tasmańczyków, których mordowano tak barbarzyńsko, że ostatnia Tasmanka zmarła już w 1876 roku.

- To naprawdę straszne - wyszeptał oburzony Tomek.

- Europejczycy nigdy nie przebierali w środkach zagarniając nowe kontynenty. Ludność

miejscowa w każdym przypadku musiała ustępować im najlepsze ziemie

i podporządkowywać się całkowicie ich woli lub ginąć. Krajowców, którzy mieli odwagę

upominać się o swe słuszne prawa, mordowano bez litości, oskarżając o dzikość, wrogość i brak kultury. Tak się działo w Afryce, Ameryce oraz w Australii i Tasmanii.

- Jeszcze powiedz mi, tatusiu, ilu krajowców żyje obecnie w Australii? - dopytywał się

chłopiec.

- Jest ich tam kilkadziesiąt tysięcy. Mieszkają przeważnie w głębi kontynentu oraz na terenach północno-zachodnich, najmniej nadających się do skolonizowania. Tomek uspokojony, z tym większym zainteresowaniem spoglądał na zarysowujące się w dali urwiste brzegi Australii Południowej.

Pięćdziesiątego szóstego dnia od opuszczenia Triestu „Aligator" wpłynął do najgłębiej wdzierającej się w ląd australijski Zatoki Spencera. Natychmiast po zarzuceniu kotwicy w Port Augusta, Wilmowski przyprowadził na statek oczekującego już na nich zoologa Karola Bentleya. Sprawił on Polakom uczestniczącym w wyprawie miła niespodziankę. Witając się z Tomkiem, zapytał po polsku:

- Czy i ty, młody kawalerze, bierzesz udział w wyprawie?

- Och, pan mówi po polsku! - zawołał Tomek uradowany.

- Tego się naprawdę nie spodziewaliśmy - dodał Wilmowski, nie mniej zdziwiony od syna.

- Nie tylko znam język polski, ale uważam się nawet w pewnej mierze za Polaka - wesoło odparł Bentley. - Zrozumiecie wszystko, gdy wyjaśnię, że mój ojciec jest Anglikiem, a matka Polką.

- Nic nam o tym nie wspomniano - zauważył Smuga. - Hagenbeck zarekomendował pana jako Anglika.

- Nie uważałem za konieczne wtajemniczać Hagenbecka w moje prywatne sprawy. 75

Natychmiast jednak zwróciłem uwagę na wasze nazwiska wymienione w liście. Poprosiłem o bliższe informacje. Otrzymane wyjaśnienia nakłoniły mnie do przyjęcia propozycji. Z niecierpliwością też oczekiwałem na przybycie rodaków mojej matki. Musiałem jej obiecać, że po ukończeniu łowów przywiozę was do Melbourne.

- Niech mnie połknie wieloryb, jeżeli ta wyprawa do Australii nie pachnie coraz przyjemniej - mruknął bosman Nowicki.

- Teraz mogę spokojnie ponowić moje pytanie - powiedział Bentley. - Czy panowie mają

zamiar zabrać na wyprawę tego młodego kawalera?

- Oczywiście! Dlaczego pan o to pyta? - zaniepokoił się Wilmowski.

- Oczekują nas znaczne trudy i być może niebezpieczeństwa. On jest przecież zbyt młody - odparł Bentley.

- Ten młody chłopiec zabił jednym strzałem ze sztucera pańskiego tygrysa i ocalił swoje oraz moje życie - wtrącił się Smuga do rozmowy.

- Poinformowano mnie już o konieczności zastrzelenia tygrysa w czasie transportu, lecz nie wiedziałem, że dokonał tego młody pan Wilmowski - zdziwił się Bentley, spoglądając na Tomka z uznaniem. - Jeśli sprawy się tak przedstawiają, cofam moje zastrzeżenia. Chodziło mi tylko o jego bezpieczeństwo.

- Panie szanowny, Polacy nie są tak bardzo wrażliwi na własne bezpieczeństwo - odezwał się bosman Nowicki. - Tomek to wprawdzie jeszcze pędrak, lecz może pan być

o niego zupełnie spokojny. Dopóki ma przy sobie swoją pukawkę, nie stanie mu się

krzywda.

Tomek spojrzał z wdzięcznością na bosmana, gdyż po jego słowach Bentley uśmiechnął

się życzliwie i nie stawiał dalszych zastrzeżeń.

- Przede wszystkim musimy omówić sposób przewiezienia słonia do Melbourne - zwrócił

się Wilmowski do zoologa.

- Nie będzie z tym żadnego kłopotu - odparł Bentley. - Oczekuje już na niego specjalny wagon kolejowy oraz dwóch ludzi z obsługi ogrodu zoologicznego.

- Kiedy chce go pan zabrać ze statku? - pytał Wilmowski.

- Jutro rano, jeżeli termin ten będzie panom odpowiadał.

76

- Dobrze. Jutro rano wylądujemy również pięćdziesiąt wielbłądów, przywiezionych z Port Sudan dla tutejszej firmy spedycyjnej. W ten sposób od razu pozbędziemy się całego ładunku.

- Wobec tego możemy omówić plan działania na najbliższe dni. Zgodnie z umową

poczyniłem już pewne przygotowania. Powinienem panów obecnie powiadomić o nich - oświadczył Bentley.

- Słuchamy - rzekł Wilmowski.

- Przede wszystkim należało wybrać tereny nadające się do przeprowadzenia zamierzonych łowów - zaczął Bentley. - Z otrzymanych informacji wiem, że macie zamiar łowić różne gatunki kangurów, to znaczy: rude, niebieskie, szare, skalne i wallabi. W nadesłanym spisie figurowały również strusie emu, dzikie psy dingo, niedźwiadki koala, kolczatki, latające lisy workowate, zwane tutaj kuzu, wombaty, poza tym lirogony, czarne łabędzie, zimorodki olbrzymie i ptaszki altanowe. Wydaje mi się, że powinniśmy rozpocząć polowanie od chwytania kangurów i emu, bowiem łowy na te szybko biegające zwierzęta wymagają współdziałania większej liczby krajowców. Zorganizowanie naganiaczy pochłonie nam najwięcej czasu. Ułożyłem program łowów w ten sposób, że wyprawa, posuwając się z zachodu na wschód przez tereny Nowej Południowej Walii, będzie miała możność chwytania poszczególnych gatunków zwierząt. Jednocześnie wziąłem pod uwagę konieczność odsyłania złowionych okazów na statek. Dlatego też

marszruta wyprawy co pewien czas przebiega w pobliżu linii kolejowych.

- Bardzo słusznie - pochwalił Smuga. - Częściowe odsyłanie zwierząt na statek ułatwi nam wykonanie zadania.

- O to mi głównie chodziło - ciągnął Bentley. - Z Port Augusta pojedziemy koleją do Wilcannii, miasteczka nad rzeką Darling. Stamtąd udamy się wozami na północny zachód do stacji hodowlanej Johna Clarka, byłego pracownika transkontynentalnego

telegrafu29. W okolicy jego farmy zapolujemy na rude i niebieskie kangury oraz na emu i dingo. Tę część łowów musimy przeprowadzić jak najszybciej. Tegoroczna zima jest dość

29 W 1872 roku ukończono budowę linii telegraficznej o długości 3157 krn, przecinającej kontynent z południa na północ.

77

sucha, toteż z nastaniem lata zwierzęta rozpoczną dalekie wędrówki w poszukiwaniu wody. Z farmy Clarka powędrujemy w kierunku południowo-wschodnim, gdzie w lasach parkowych żyją szare kangury. Na zachodnich stokach Alp Australijskich znajdziemy wombaty, kuzu, niedźwiadki koala, zimorodki olbrzymie, czyli kookaburry, a w pobliskim Gippslandzie lirogony i czarne łabędzie. Wydaje mi się, że będziemy mogli zakończyć

łowy u stóp Alp Australijskich. W naszym ogrodzie zoologicznym posiadamy tyle ptaków, że chętnie wymieniamy je na inne okazy.

- Czy pan Clark został uprzedzony o naszym przybyciu? - zapytał Wilmowski.

- Oczywiście, nawet omówiłem z nim całą sprawę. Ponadto przed dziesięcioma dniami wysłałem do niego doskonałego tropiciela zwierząt, krajowca Tony'ego. Do tej pory na pewno rozejrzał się już po okolicy.

- Czy znajdziemy tam pomoc konieczną do przeprowadzenia łowów? -dalej pytał

Wilmowski.

- W pobliżu farmy Clarka zazwyczaj koczują dość liczne plemiona krajowców. Poleciłem Tony'emu, aby starał się namówić je do wzięcia udziału w polowaniu. Tomek, słysząc te słowa, natychmiast zwrócił się do Bentleya:

- A co zrobimy, proszę pana, jeśli krajowcy odmówią nam swej pomocy?

- Wolałbym nie przewidywać tej ewentualności, ponieważ w takim przypadku cała nasza wyprawa mogłaby minąć się z celem.

- Czyżby to oznaczało, że bez współudziału krajowców nie możemy łowić zwierząt? Czy oni naprawdę są aż tak doskonałymi łowcami? - niedowierzająco zapytał Tomek.

- Poruszyłeś od razu dwie sprawy - odparł Bentley przyjaźnie. - Po pierwsze, jak już

zaznaczyłem na początku naszej rozmowy, łowienie większej liczby dzikich zwierząt najłatwiej odbywa się przy udziale dobrze zorganizowanej, dużej nagonki. Polowanie trwa wtedy znacznie krócej, a wiec jest mniej męczące dla łowców i jednocześnie nie denerwuje tak bardzo zwierząt, dla których gwałtowna zmiana warunków życia często oznacza zagładę.

W Australii trudno jest zdobyć robotników. Mało tu mamy białych ludzi i dlatego praca ich musi być drogo opłacana. W takiej sytuacji, jeśli w głębi lądu nie zdołamy namówić

78

krajowców do udziału w łowach, to i nasza wyprawa może zakończyć się

niepowodzeniem.

Zapytałeś również, czy rdzenni Australijczycy są doskonałymi łowcami. Otóż mogę cię

zapewnić, iż tak jest w rzeczywistości. Ciężkie warunki egzystencji wpłynęły na niezwykły rozwój ich zmysłu odkrywania i tropienia śladów zwierzęcych. Ponadto mają olbrzymią

wprawę w organizowaniu -polowań z nagonką. Krajowcy są świetnymi znawcami tutejszej fauny i flory. Jeżeli oni nie będą mogli wytropić poszukiwanego przez ciebie zwierzęcia, to najlepiej zrobisz rezygnując z dalszych łowów. Teraz chyba zrozumiałeś, dlaczego tak wielką wagę przywiązuję do ich udziału w polowaniu?

- Tak, tak, proszę pana. Mam nadzieję, że uda się nakłonić krajowców do udzielenia nam pomocy. Pan Smuga wspominał mi już, że obiecamy im dobre wynagrodzenie za poniesione trudy - gorąco zapewnił Tomek.

Bentley skinął głową w kierunku chłopca i zaraz odezwał się do Wilmowskiego.

- Ilu własnych ludzi ma pan zamiar zabrać na tę wyprawę?

- Przede wszystkim idzie z nami pan Smuga. Jak zwykle będzie czuwał nad naszym bezpieczeństwem. Kapitan Mac Dougal zgodził się na udział w wyprawie czterech marynarzy z „Aligatora". Nie będą mu oni potrzebni w czasie przybrzeżnej żeglugi. Wśród nich znajduje się bosman Nowicki. Poza tym mamy pięciu ludzi oddanych do naszej dyspozycji przez Hagenbecka, specjalnie przeszkolonych w obchodzeniu się ze zwierzętami. To już wszyscy.

- Zapomniał pan o kimś. Zabieramy przecież młodego pogromcę tygrysów - dodał

Bentley.

- Tomek i ja stanowimy jedną osobę, o której w ogóle nie mówiłem.

- Wydaje mi się, że jest to wystarczająca liczba ludzi, chociaż oczekuje nas niemało pracy - powiedział Bentley. - Należy wziąć pod uwagę, że z każdą partią zwierząt odsyłanych na statek odjedzie ktoś obeznany z dozorem i hodowlą.

- Oczywiście, jest to konieczne, gdyż w innym przypadku kapitan Mac Dougal miałby zbyt wiele kłopotu. Musimy przecież dostarczać zwierzętom pomieszczonym na „Aligatorze" odpowiedniego pożywienia.

79

- Pierwsza partia schwytanych okazów nie będzie zbyt długo przebywała na statku - wyjaśnił Bentley. - Poleciłem zbudować w pobliżu Port Augusta prowizoryczne zagrody. Zabierzemy stamtąd zwierzęta dopiero przed samym odjazdem.

- Bardzo słusznie. Kiedy możemy wyruszyć w głąb lądu?

- Im wcześniej, tym lepiej. Jak już zaznaczyłem, obawiam się, że lato będzie upalne i suche. Wyschnięcie rzek utrudni nam łowy. Australia nie obfituje w nadmiar wody. Tomek uważnie przysłuchiwał się rozmowie. Spoglądał na mapę, na której Bentley wskazywał wymieniane miejscowości.

Zauważył, że stacja hodowlana Clarka znajdowała się na wschód od wielkich jezior.

- Czy nie moglibyśmy łowić zwierząt w okolicy tych jezior widocznych na mapie? - zapytał

nieśmiało. - Tam mielibyśmy wody pod dostatkiem.

- Tak wydawałoby się patrząc na mapę - odparł wyrozumiale Bentley - lecz w okolicy tych właśnie wielkich jezior sławni odkrywcy i podróżnicy ginęli z pragnienia. Okazale wyglądające na mapie jeziora: Torrensa, Eyre30, Gairdner, Amadeus i inne są

w rzeczywistości szlamistymi bagnami lub słonymi błotami w znacznej części porosłymi trzciną. W zimie nie nadają się do żeglugi, w lecie natomiast, pod wpływem silnego parowania, zmieniają się w niecki wypełnione słonawą gliną. Również wielu rzek widniejących na mapie nie można znaleźć w terenie, nie tylko w czasie długotrwałej suszy, lecz nawet podczas gorącego lata. Wędrujesz wtedy boso środkiem koryta rzeki, a stopy nie odczuwają ani śladu wilgoci.

- Kiedy wyruszamy w drogę? - krótko zapytał Smuga.

- Pojutrze rano, jeżeli pan Bentley zgodzi się na to powiedział Wilmowski.

- Zgoda, bo, jak już zaznaczyłem, im wcześniej, tym lepiej dla nas potwierdził Bentley. 30 Edward Jan Eyre odkrył w 1840 r. wielkie jezioro w Centralnej Australii, które nazwano jego imieniem. Jezioro Eyre, największe z australijskich jezior, ma powierzchnie 7690 km2 i zbiera wody z obszaru czterokrotnie większego od powierzchni Polski. Mimo to jezioro Eyre i rzeki do niego wpływające wysychają w okresie dużej suszy. Tak samo wysychają jeziora: Torrensa (5775 km2) Gairdner (4765 km2) i inne. 80



two page view?



Share "Przygody Tomka 01 - Tomek w Krainie Kangurów":

Download for all devices (252 KB)